Arek Wałczyk - Wpisy, które warto poczytać

Windows 8 i marketingowe strategie Microsoftu

Czwartek, 24 stycznia 2013 godzina 14:12 Komputery i Internet
Windows 8 i marketingowe strategie Microsoftu

Pod koniec ubiegłego roku zrobiło się bardzo głośno o nowym wydaniu sztandarowego produktu korporacji z Redmond. Swoje nowe dziecko oznaczyli numerkiem 8 i wprowadzili w nim dziesiątki przeróżnych zmian. Cały produkt otoczyli bogatym zestawem kampanii reklamowych do takiego stopnia, że jeszcze półtora miesiąca temu kafelki były widoczne praktycznie wszędzie, nawet na przystankach autobusowych. Nowy system operacyjny z Micorosftu ma swoich zwolenników i przeciwników. Postanowiłem rzucić na niego okiem.

Instalacja

Proces samej instalacji nowego sytemu na komputerze jest całkowicie graficzny i przyjazny użytkownikowi. Z resztą identyczne rozwiązanie zastosowano już w jego poprzedniku – Windowsie 7 oraz w okrytej złą sławą wersji o nazwie Vista.

Pierwszy etap instalacji został całkiem sporo skrócony za co bez wątpienia „ósemce” należy się plus, ale schodki zaczynają się kiedy bezpośrednio po restracie komputera na ekranie pojawia się kreator powitalny znany już od czasów Windowsa XP – to te pola gdzie można między innymi utworzyć konta użytkowników przed pierwszym uruchomieniem się pulpitu. Problem nie tkwi w żadnym wypadku w czasie trwania operacji czy trudności w zrozumieniu kolejnych jej kroków, a w ochronie prywatności.

Twoje pliki w naszej chmurze

Windows 8 jako jedną ze swoich podstawowych „zalet” uważa pełną integrację z kontami Micorosft Live oraz całą chmurą MS, której dużą część stanowi usługa SkyDrive. Owa integracja daje o sobie znać już w drugim etapie instalacji systemu kiedy to jesteśmy proszeni o rejestrację w usłudze Live. Musimy wówczas podać swój numer telefonu, adres e-mail, a nawet dane personalne. Jakby tego było mało, kiedy klikniemy przycisk „dalej” naszym oczom ukazuje się mapka okolicy, a na niej znacznik miejsca w którym przebywamy z dosyć dużą dokładnością. Owa technologia wykorzystuje oczywiście geolokalizację adresu IP i nie zawsze pokaże nam prawidłowe miejsce przebywania, ale popatrzcie na to z daleka. Czy nie zastanawia Was fakt, że system operacyjny już na sam początek ma o użytkowniku tyle informacji. Dodajmy do tego, że system bajecznie prosto pozwala wgrywać swoje dokumenty, fotografie oraz pozostałe pliki na internetowy dysk SkyDrive co niewątpliwie wielu z użytkowników świadomie uczyni.

Zakładam fakt, że wszyscy jesteśmy czyści, nie przechowujemy w komputerze pornografii dziecięcej czy planów przeprowadzenia zamachów terrorystycznych, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że kiedy coś wrzucimy na dysk internetowy i mimo, że oficjalnie dostęp do plików ma tylko ich właściciel to przecież te pliki trafiają na serwer, który stoi w jakimś datacenterze. Do wspomnianego serwera ma dostęp cały sztab ludzi włącznie ze służbami specjalnymi, które w połączeniu z technologiami inwigilacyjnymi, które to są opracowywane, między innymi w Polsce, tworzą dosyć zgrany duet w uzyskaniu Twoich prywatnych zasobów z jakiegoś trywialnego powodu.

Może to tylko kilka Twoich fotografii rodzinnych, które dla wygody umieściłeś na SkyDrivie, możesz to zrobić w każdej chwili, ale pomyśl – po co? Bezpieczeństwo danych w razie awarii dysku twardego? Nie lepiej zainwestować w jakiś lepszy nośnik optyczny tudzież skopiować dane na PenDrive’a.

Zastanawiam się czy tylko mi, czy może też innym wydaje się, że nowe rozwiązania giganta z Redmond prowadzą w dziwny sposób do bezpośredniego wglądu w pliki swoich klientów. Żyjemy w takich czasach, że i tak inteligentne programy komputerowe takie jak na przykład roboty Google czy mechanizmy Facebooka wiedzą o nas na tyle, że potrafią rozpoznać naszą twarz na dodanym zdjęciu (swoją drogą Facebook chyba zrezygnował z tej funkcji, właśnie ze względu na duże kontrowersje). Nie twierdzę, że jest to potężny powód do obaw, ale nie pomijam faktu globalnego postępu tych praktyk. Kiedyś do instalacji Windowsa wystarczała płyta z systemem i numer seryjny, a teraz nagle potrzebują danych osoby, która takowy system instaluje. To nie wygląda dobrze, choćby dla mnie.

Okienka i kafelki, czyli Metro

Cechą charakterystyczną dla nowego produktu dużej korporacji zza oceanu jest zupełnie odmienione Menu Start. Przybrało ono formę dosyć schludnie wyglądających kafelków. Ładne i kolorowe, a przy tym ładnie się zmieniają. To mi się nawet podoba, mają w sobie to coś co wewnętrznie żyje w zgodzie z moim poczuciem estetyki, ale w tym miejscu muszę chyba zakończyć to wychwalanie.

Gdzieś tam w gąszczu tych ładnych przycisków ukryty jest kafelek, który pozwala ukazać pulpit. Po jego kliknięciu ukazuje się nam obrazek znany z poprzednich wersji okienek, czyli standardowo tło pulpitu i coś co przypomina pasek zadań z zegarem w prawym dolnym rogu ekranu, ale bez przycisku Start po lewej stronie u dołu.

No dobra, może być. Część programów odpala się natywnie z interfejsem Metro – na przykład preinstalowany w systemie Internet Explorer. Polega to mniej więcej na tym, że programik startuje na pełnym ekranie i na pierwszy rzut oka nie ma w nim typowych dla Windowsa przycisków – zamknij, zminimalizuj, zmaksymalizuj. Pozostałe programy uruchamiają się i tu uwaga, wybaczcie mi to – w brzydkich prostokątno-kwadratowych, pozbawionych gradientów i przeźroczystości oraz bez grama obłych kształtów okienkach.

Dlaczego tak się uczepiłem tych okienek? Bo są brzydkie. Kiedy Windows 7 zawsze cieszy moje oko swoimi pięknymi przeźroczystymi okienkami, z ładnym motywem graficznym od interfejsu Aero , tak Metro mnie straszy. Bardzo lubię proste interfejsy. Jak sami widzicie po nowej szacie mojego bloga, która nie charakteryzuje się niczym ultra-super-wyabajerowanym jednakże system operacyjny to nie strona WWW. Moje wymagania co do wyglądu można podzielić na dwie grupy – wobec stron internetowych i na takie, które stawiam interfejsom w systemach operacyjnych. W tych drugich zdecydowanie jestem za czymś co ucieszy oko użytkownika, co zobrazuje mu, że z tych zer i jedynek, które sobie śmigają w obwodach komputera można wyczarować coś miłego do obserwacji. Prostotę pozostawmy stronom internetowym, które to coraz częściej muszą być optymalne dla urządzeń mobilnych.

Mimo to jestem pewien, że znajdą się osoby, którym owa prostota okienek bardzo odpowiada. W żadnym wypadku nikomu nie narzucam poglądu, że „ósemka” jest paskudna. Widziałem przecież ludzi, którzy nie kryli fascynacji nowym systemem.

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że nowy system wymaga od ludzi, którzy mieli już okazję pracować ze starszymi wersjami „okienek”, ale nie koniecznie są informatycznymi duszami poznania wielu funkcji na nowo bowiem zostały one przeniesione w zupełnie inne miejsce. Jako przykład posłużę się uroczą funkcją do wyłączania komputera. Zapewne kojarzy się wam to na różne sposoby.

  • Nie kojarzy mi się to w ogóle, bo nie wyłączam komputera tylko sam monitor,
  • Tam, gdzieś pod biurkiem u mnie jest taka… no, listwa! I na niej trzeba pstryknąć takim świecącym na zero,
  • Wyjmuję kabel z gniazdka, a komputer wyłącza się sam.
  • Wyłączyć komputer, to takie proste – Start -> Zamknij albo Start -> Wyłącz komputer…

Tych którzy wykonują tą czynność według trzech pierwszych punktów problem o którym zaraz napiszę nie będzie dotyczył. Jednakże użytkownicy, którzy postępują z zaleceniami znajomego informatyka, wujka, kolegi, teściowej lub pana ze sklepu i robią to za pomocą odpowiedniej funkcji w systemie czeka niemiłe zaskoczenie. Gdzie tutaj jest przycisk do zamykania systemu i wyłączania komputera!?

Kiedy ja po raz pierwszy stanąłem przed tym wyzwaniem, niestety nie udało mi się jemu sprostać. Dopiero pomoc znajomego informatyka ukazała mi, że owy przycisk znajduje się w menu (nie wiem czy dobrą kolejność i nazewnictwo obrałem) Ustawienia -> Opcje zasilania -> Wyłącz komputer.

Dla przybliżenia tego i kilku innych problemów, między innymi odczytania plików z pamięci wymiennej dorzucam do wpisu filmik z YouTube: „Windows 8 kontra zwykły śmiertelnik”.

Stabilność

Wracamy do pochwał. Ku mojemu zdziwieniu nowe „okienka” pracują w miarę szybko, a co najlepsze bez zachowań Visto-gennych, czyli mówiąc w normalnym języku – programy pracują stabilnie, nie zawieszają się. By napisać coś więcej na ten temat musiałbym pracować na tym systemie dłużej, na razie przesiadek nie planuję więc swoją opinię oprę o pierwsze wrażenia. Dodatkowym faktem przemawiającym za, jest też szybkość uruchamiania się systemu – odbywa się to w dość krótkim czasie w przypadku większości konfiguracji sprzętowych, ale tutaj prawdopodobnie musi tkwić gdzieś haczyk.

Marketing

I tutaj kolejna rzecz, która mnie bardzo zastanawia. Jeszcze dobrze nowy system nie zdążył się zaklimatyzować w komputerach zwykłych ludzi, a Microsoft już coś cichutko nadmienia o Windowsie 9. Znowu powspominam stare czasy. Windows XP służy ludziom już od ponad dekady, o Viście nie będę nawet pisał, bo nigdy ludziom nie służyła, a najwyżej utrudniała życie, Windows 7 to bez wątpienia produkt udany i godny konkurent wysłużonego XP, Ósemka – hmmm? Na razie nie widzę żadnego powodu, by warto było się przesiadać, a Windows 9?

Intuicja podpowiada mi, że może być robiony na szybko co nie wróży systemowi nic dobrego. Zauważyłem z resztą, że Microsoft zaczyna coraz bardziej iść na ilość, a nie na jakość, a sztab psychologów z dobrze opłaconej agencji reklamowej zaprojektuje taką kreację reklamową, że dla większości ludzi to i system Windows 9 wyłącznie z wierszem poleceń znanym z DOS’a byłby czymś idealnym i prostym do zastosowań domowych.

Podsumowując napiszę, że ten tekst nie ma na celu narzucenia z góry jakiejś opinii na temat systemu. Jest on bardziej zbiorem moich subiektywnych odczuć, którymi postanowiłem się podzielić ze światem. Zachęcam do samodzielnego spróbowania i wyciągnięcia wniosków.

Komentarze oraz dyskusja na temat wpisu

Malerie pisze: Piątek, 24 czerwca 2016 godzina 23:14

Whoever wrote this, you know how to make a good artilce.

Napisz swój komentarz

Twoje zdanie na ten temat również mnie interesuje. Podawanie adresu e-mail nie jest wymagane.