Arek Wałczyk - Wpisy, które warto poczytać

Wysyp blogerów, czyli jak obniżyć jakość słowa ''blog''

Poniedziałek, 12 sierpnia 2013 godzina 9:57 Z życia wzięte
Wysyp blogerów, czyli jak obniżyć jakość słowa ''blog''

Postanowiłem wprowadzić kilka zmian wizerunkowych na stronie. Polegały one na zastosowaniu nowego sloganu – „Wpisy, które warto poczytać”. Do wymyślenia nowego hasła przewodniego zmotywował mnie fakt narastającej niechęci do blogów. Jej źródłem jest masowy wysyp tak zwanych blogów „lifestywlowych” i „szafiarskich”. W ciągu ostatnich dwóch lat, ich ilość znacznie wzrosła. Oryginalność jest stopniowo wypierana, bowiem większość autorów tychże witryn kopiuje treści z innych, lub powiela oklepane schematy.

Sam wstęp zapewne nie wyjaśnia zbyt wiele. Jednakże w dalszej części mojego wpisu, postaram się pokazać Wam, że nie jest to „czepianie się”, tylko skupienie uwagi na pewnych negatywnych aspektach omawianego stylu blogowania.

Temat był już czasem delikatnie poruszany przez zawodowych PR’owców, którzy krytycznie odnosili się do blogerek, które po napisaniu dwóch postów na swojej witrynie, wysyłały do różnych firm listy kosmetyków, które chciałyby od nich otrzymać za darmo.

Blogi szafiarskie

Na początek, krótka instrukcja.

Wybierz się do galerii, przejdź się po tamtejszych sieciówkach, kupując towary z najnowszych kolekcji. Następnie przynieś je do domu, ubierz się w nie, potem poproś kogoś, by zrobił Ci zdjęcia w nowej stylizacji. Załóż bloga na Blogspocie i opisz tam historię swoich zakupów. Umieść w menu zakładkę „Współpraca”. Właśnie zostałaś szafarką!

Właśnie tyle potrzeba, by zostać blogerką modową. Tego typu dzienników w sieci jest całe mnóstwo, a ich popularność jest całkiem spora, odważę się powiedzieć, że niewspółmierna do kreatywności jaką trzeba w to włożyć, bowiem wystarczy tylko kupować modne ubrania i pisać o tym notatki w internecie.

Grupą docelową są kobiety, tudzież dziewczyny w wieku od lat trzynastu do trzydziestu, które dosyć chętnie patrzą, jak powinno się ubierać i po jakimś czasie same zaczynają pisać blogi.

Kiedy grupa takich autorek natrafi na siebie w sieci, rozpoczyna się wymiana tak zwanymi „tagami”.

  • Tag: Haul - czyli notatka, która zawiera dokładny opis jakie ubrania kupiło się w danym miesiącu, w jakich sklepach oraz jakie promocje udało się złowić. Im więcej pozycji, tym większa wartość samej notatki.
  • Tag: Denko (terminologia blogów kosmetycznych) - taki wpis z kolei zawiera zdjęcia i opisy pustych opakowań po kosmetykach, które zostały opróżnione w ciągu ostatniego miesiąca. Tu również obowiązuje zasada więcej, równa się lepiej.

Z tego co wiem, istnieje wiele innych tagów, na przykład traktujących o zawartości torebki, ale na podstawie opisu dwóch powyższych, można łatwo wywnioskować, jaka jest treść pozostałych.

Na temat blogów szafiarskich, tudzież modowych, sypie się nadzwyczaj wiele negatywnych komentarzy. By iskry się nie posypały natychmiast, z tego miejsca uprzedzam, że zwracam wszelkie honory, kobietom, które posiadają własny styl, który potrafi ucieszyć oko, na szczęście takie też istnieją w tym światku.

Teraz nieco technicznego punktu widzenia. Fenomenem wielu popularnych blogów modowych, są darmowe adresy w domenie .blogspot.com. Skoro jest się poczytną szafiarką, można chyba sobie pozwolić na domenę .pl za średnią kwotę, dwunastu złotych za pierwszy rok. Lub jakąś globalną, na przykład .com. Wyglądałoby to znacznie lepiej.

Blogi lifestylowe

Tego typu blogów również jest całkiem sporo. Te z kolei są prowadzone w znacznym stopniu przez mężczyzn. Obowiązują na nich nieco inne zasady, bowiem nie pisze się tylko o modzie, ale również o pozostałych sprawach, poniekąd związanych z wydawaniem pieniędzy, ale nie tylko na ciuchy.

To właśnie autorzy dzienników o stylu życia trudnią się wywoływaniem kryzysów medialnych, opisywaniem swoich przygód z jakimś produktem oraz wyjazdami na spotkania z innymi przedstawicielami blogosfery.

Nie byłoby w tym absolutnie nic denerwującego, gdyby nie fakt, że ponad dziewięćdziesiąt procent wpisów na tych blogach (tych zauważonych) jest sponsorowana, a co za tym idzie, zawarte w nich opinie nie w pełni odwzorowują rzeczywisty stan rzeczy.

Kolejnym faktem, który powszechnie irytuje ludzi, jest to, że Ci bardziej poczytni blogerzy, mają się za panów wszechświata. Owszem, mają szerokie grono odbiorców, co przekłada się na wpływ, ale nie oznacza to, że muszą być najważniejsi. Zajdź takiemu za skórę to zrobi Ci kryzys medialny o globalnym zasięgu. Zapłać mu troszkę kasy, a napisze Ci notkę, dzięki której wszyscy Cię pokochają.

Kiedy autorem bloga traktującego o stylu życia, jest uczeń tak zwanego gimnazjum, wszystko o czym pisze, musi być hipsterskie. Zaczynając od bluz z napisem „SWAG”, co w latach sześćdziesiątych oznaczało „Secretly We Are Gay”, kończąc na wypasionych pokrowcach na telefony z nadgryzionym jabłuszkiem.

To całe hipsterstwo zaszło już tak daleko, że stało się mainstreamowe. Przecież prawie każdy, posiadający stosowny wiek powiela te zachowania.

Blogów lifestylowych nie prowadzę i nie czytam!

Niska jakość słowa „blog”

Całokształt opisanych powyżej działań, podwyższone ego wielu autorów znanych witryn internetowych, multiplikacja zachowań, agresja i wiele innych udziwnień, doprowadziło do wypaczenia słowa „blog”.

Czytając komentarze internautów, zamieszczane na różnych panelach dyskusyjnych, można wywnioskować, że ogromny odsetek z nich, miewa odruchy wymiotne w momencie zetknięcia się ze wspomnianym wyżej słowem.

Komentarze oraz dyskusja na temat wpisu

Andie pisze: Piątek, 24 czerwca 2016 godzina 23:12

What's it take to become a sublime exoednupr of prose like yourself?

Napisz swój komentarz

Twoje zdanie na ten temat również mnie interesuje. Podawanie adresu e-mail nie jest wymagane.