|
Rutyna codzienności |
|
Młodzi ludzie
Pewnego dnia jadąc rano autobusem do szkoły zacząłem się zastanawiać nad sensem tego wszystkiego. Codziennie jadę autobusem, o tej samej godzinie, tą samą drogą, widzę tych samych ludzi, siedzę w tym samym miejscu i jadę w tym samym celu. W celu przetrwania dnia bez jedynki, posiąść wiedzę, która podobno ma dać mi perspektywy do dalszego życia. W szkole dalej wszystko jest tak samo. Cyklicznie zmieniający się nauczyciele mają dyżury na korytarzach, jacyś uczniowie na ławce pod ścianą pilnie uczą się na następną lekcję inna zaś klasa ustawia się dwójkami na WOK czy historię, inni uczniowie próbują wyjść na papierosa, ale ciągle widzę te same twarze, ludzi działających według tego samego szablonu – iść do szkoły – nie dostać bani – wrócić do domu – najeść się – nauczyć na następny dzień – wyspać się i od początku. Głupie co nie i tak przez pięć dni w tygodniu. Potem nadchodzi weekend. Te dwa dni, które tak szybko przemija nie za bardzo pozwalają się wyrwać od tej szarej rzeczywistości, w piątek człowiek cieszy się, że nie musi uczyć się na następny dzień. Wraca do domu po południu, zmęczony, ale szczęśliwy, że nadchodzi czas odpoczynku, że będzie mógł się oderwać. Wieczór mija, następnie sobota jakoś tak szybko ucieka, niedziela i… koniec. Następnego dnia rano zaczyna się kolejne pięć dni rutyny. Walka z każdym kolejnym dniem.
Pewnie zastanawiacie się po jaką cholerę opisuje oczywiste rzeczy. Chcę tym zmusić Was do refleksji jakie to wszystko jest głupie. Człowiek w pewnych momentach przestaje dostrzegać bardzo ważne wartości, przestaje widzieć sens. Nie raz sam zadawałem sobie to trudne pytanie – po co? Mówiłem sobie, że już tak dalej nie chcę, że mam dość. Zawsze czekam jak ten debil na piątkowe popołudnie, ale właściwie co mi to daje. Praktycznie cały tydzień żyję tym, że w niedzielę spotkam się z moją dziewczyną. Bo w tygodniu nie ma czasu kiedy wraca się do domu po 15 to za chwilę robi się ciemno bo to przecież okres jesienno – zimowy, a trzeba się uczyć, wypełnić inne obowiązki. Chyba każdy ma swoją „podporę”, która daje mu motywacje by jakoś sprostać kolejnemu wyzwaniu jakim jest nowy tydzień szkoły.
Po dłuższym czasie pojawia się stres. Dużo stresu. Ja tego nie potrafię, tego nie rozumiem, a co będzie gdy całe moje staranie pójdzie na marne, kiedy to wszystko szlag trafi? Człowiek się martwi bo jednak świadomie niszczy sobie psychikę tą rutyną codzienności tylko po to by skończyć szkołę i do czegoś w życiu dojść. Kiedy człowiek zauważa, że całe jego zamierzenia mogą się posypać zaczyna stopniowo popadać w depresję, panikować. Przestaje spać w nocy, śnią mu się koszmary – popada w obłęd. Sam to przeżyłem więc wiem co piszę. A wszystko ma początek w tej rutynie i monotonności każdego dnia.
Księgowa
Typowa księgowa po trzydziestce zazwyczaj wygląda na starszą o dziesięć lat. Tak zaobserwowałem. Pewnego dnia pokonując moją „rutynową” trasę do szkoły na sąsiednim chodniku zauważyłem kobietę, która w pośpiechu jadła jakąś bułkę, poprawiała fryzurę i jednocześnie bardzo szybko przebierała nogami. Była ubrana jak typowa biurokratka więc widząc jej chaotyczność stwierdziłem, że jest księgową – pewnie się myliłem, ale zaraz wyjaśnię dlaczego tak uczepiłem się tego stanowiska.
Otóż kobieta ta najwyraźniej nie nadążała za własnym cyklem życia. Wyglądała na całkowicie zrujnowaną własną walką o przeżycie kolejnego dnia. Pracuje średnio 10 godzin dziennie, w ciągłym stresie, biegu i zamieszaniu. Może nie ma nawet czasu na napicie się filiżanki kawy, a musi wytężać swój umysł do granic możliwości. Tak właśnie wygląda typowy dzień pracy w biurze na stanowisku księgowej – no, często dzieje się tak na innych biurowych stanowiskach.
Im dłużej człowiek musi tak pracować w tym większy obłęd popada. W pewnym momencie „urywa mu się film” i wpada w rutynę. Zaczyna zaniedbywać siebie, swoich przyjaciół i rodzinę. Po dziesięciu latach takiej pracy jeżeli człowiek jest słaby psychicznie taki ktoś staje się „wrakiem” człowieka. Traci szanse na znalezienie sobie partnera lub partnerki, nie ma nawet przyjaciół. Ma tylko dom i pracę. I wszystko to traci sens. Pracować by przeżyć, przeżyć by pracować… i tak resztę życia. A gdzie przyjemności, rozrywka i jakiekolwiek oderwanie się od rutyny i tego twardego harmonogramu – nie ma na to czasu. Całe życie wtedy mija w zaskakującym tempie. Przychodzi emerytura i człowiek zdaje sobie sprawę, że najlepsze lata swojego życia przeleciały mu przed nosem, a on nic takiego w nich nie osiągnął. Stracił swoje szanse i teraz pozostaje mu tylko cieszyć się tym co mu zostało. Domem, sobą i emeryturą, która i tak dla wielu ludzi kończy się podobną rutyną.
Jaki jest sens życia?
Sam sobie zadaje to pytanie i po przemyśleniu tego co napisałem zaczynam dostawać pewną odpowiedź. Należy za wszelką cenę próbować osiągnąć swój cel, ale nie należy pod żadnym pozorem tracić kontaktu ze światem rzeczywistym. Nie wolno zaniedbywać przyjaciół, rodziny lub swojej „drugiej połówki”. Ja się tak nauczyłem żyć i jest mi dobrze – chociaż męczy mnie ta rutyna, ale mam swoją motywację by stawiać kolejne kroki. Muszę żyć i przeżyć godnie, pozostawić po sobie jakiś pozytywny ślad dla przyszłych pokoleń. I tego Wam również życzę!
Pozdrawiam! |
|
Dodał: Arek Wałczyk dnia: Poniedziałek, 12.10.2009 o godzinie 11:29 Ostatnia modyfikacja: Poniedziałek, 09.11.2009 o godzinie 11:36 przez: Arek Wałczyk |
|
|