|
Przeczytałem ''Kod Loanarda da Vinci'' |
|
Dan Brown solą w oku… duchownych.
„Anioły i Demony” oraz „Kod Leonarda da Vinci” spowodował, że duchowni zaczęli się burzyć i krzywo patrzeć na postać genialnego pisarza jakim jest Dan Brown. Kiedyś moja katechetka nazwała go „niekatolickim”. Naszym wspaniałym duchownym w ogóle przeszkadzają ludzie, którzy nie koniecznie chodzą do kościoła. Weźmy przykładowo postać wspaniałego człowieka – Jurka Owsiaka. Nie chodzi do kościoła, ale robi dużo więcej dobrego niż Ci wszyscy „panowie w sutannach”, ale mimo to Ci „panowie” krzyczą na lekcjach religii, że Jurek jest „bee!”, a Caritas i inne organizacje Kościelne są „cacy” i żadne inne. Ale wróćmy do naszego Dana Browna i „Kodu…”. Dwie książki, które wspomniałem na początku akapitu wywołały falę krzywych spojrzeń duchowieństwa w kierunku pisarza, w szczególności był to „Kod Leonarda da Vinci”, który opowiada o tym jak Kościół zafałszował kilka faktów z życia Jezusa. Może to i prawda, nie wiem, nie wnikam aczkolwiek wniknę. Gdyby była to fikcja to myślę, że nie byłoby się o co wściekać, ale skoro było o tą książkę tyle poruszenia ze strony duchownych już na pierwszy rzut oka daje mi to znak, że cos jednak chcą koniecznie zataić i panicznie się boją. Nie jestem wrogiem Kościoła w sensie wspólnoty. Nie jestem w ogóle nawet wrogiem tej, jak nazwał to mój znajomy „mafii” (Duchowni, którzy wszędzie chcą pchać łapy i prawić swoje filozoficzno-teologiczne gadki). Dobrze wiem, że duchowni wcale święci nie są. Wielcy obrońcy życia w XXI wieku jeszcze kilkaset lat temu mordowali i palili niewinnych ludzi na stosach tylko za to, że mieli odmienne zdanie, inne wyznanie czy światopogląd. To właśnie przez to, że często książki Dana pokazują takie ciekawe fakty historyczne z dziejów Kościoła duchowni nie cierpią tego pisarza. No cóż, prawda boli.
Książki Browna powinny omawiane w szkołach…
Tak! To by było cudowne. Lektury szkolne stałyby się ciekawe i zrozumiałe dla ucznia. Nie musiałby ich interpretować „co autor miał na myśli wypowiadając słowa <<Czcigodne łajno…>>?” Nie byłoby tego! Uczniowie w zamian dostawali by książkę z ciekawa historią ze współczesnych czasów. Taka książka dużo łatwiej trafiłaby do młodego umysłu niż obecna średniowieczna szmira zrozumiała tylko gnuśnym i „prychatym” polonistom, którzy daliby sobie rękę uciąć, że uczniowi jest to potrzebne i niezbędne! Nie, nie jest! Mocne słowa, wiem. Wujek znów powie, że bluzgam na blogu, ale czego mam tego nie robić? Świat toczy się na przód. Czasy się zmieniają. Gdybym żył w tych zacofanych czasach kiedy żył na przykład Adam Mickiewicz to owszem fascynowały by mnie jego „działa”, ale teraz jest XXI wiek. O historii swojego narodu dowiaduje się na lekcji… historii. Trucie mi głowy i zabieranie mojego cennego czasu tym na języku polskim to strata. Jeżeli w dzisiejszych czasach mam omawiać lekturę to chciałbym, żeby ta książka mnie fascynowała, a nie nudziła. |
|
Dodał: Arek Wałczyk dnia: Niedziela, 25.07.2010 o godzinie 7:31 Ostatnia modyfikacja: Niedziela, 25.07.2010 o godzinie 7:36 przez: Arek Wałczyk |
|
|